Ostatnia, skuteczna akcja Spójni Stargard zadecydowała o jej zwycięstwie z HydroTruckiem Radom. Równo z syreną, na wygraną rzucał jeszcze Jabarie Hinds, ale piłka zatrzymała się na obręczy i nie wpadła do kosza. Szkoda, bo mimo kiepskiej dyspozycji na linii rzutów wolnych, mieliśmy szansę na wyciągnięcie tego meczu. Tym razem szczęście uśmiechnęło się jednak do przeciwnika.
Walki i determinacji naszym graczom odmówić nie można, bo w zasadzie przez całe spotkanie goniliśmy wynik, nie straciliśmy wiary w zwycięstwo nawet na moment. Zmęczenie zresztą było tak duże, a mecz tak fizyczny, że zmorą stała się skuteczność z linii rzutów wolnych. Mylili się w tym elemencie i jedni, i drudzy, ale koniec końców to nam zabrakło trzech celnych osobistych, żeby przechylić szalę wygranej na swoją stronę.
Mieliśmy w tym pojedynku i inne problemy. Filip Zegzuła miał potworne bóle żołądka, zagrał na własną prośbę, ale wytrzymał tylko połowę, a później musiał udać się do szatni. To zmniejszyło pole manewru i pozbawiło zespół wojownika, który będąc w pełni sił, na pewno sprawdziłby się w takim meczu.
Brawa należą się za mocne podjęcie rękawicy, bo fizyczność nie była po naszej stronie, a taki chociażby Roberts Stumbris, nie tylko nie przestraszył się wyższych rywali, a jeszcze zdołał zebrać 15 piłek, co przy 14. punktach dało bardzo solidne double-double.
Pozostali też dali z siebie wszystko, opuszczali parkiet mocno zmęczeni. Punkty tym razem pojechały jednak do Stargardu, ale w kolejnych pojedynkach karta powinna się odwrócić.
HYDROTRUCK RADOM – PGE SPÓJNIA STARGARD 73:75 (25:25, 14:20, 16:13, 18:17)
HydroTruck: Hinds 24 (3), Griffin 14 (2), Stumbris 14 (3), Ostojić 12, Zegzuła 0 oraz Prahl 5, Lewandowski 4, Piechowicz 0, Wall 0.
Spójnia: Steele 15 (1), Treatt 13 (2), Matczak 12, Cowels 11 (3), Kostrzewski 4 oraz Młynarski 15 (3), Gudul 5, Han 0.