W wyjazdowym pojedynku z Pszczółką Start Lublin, mieliśmy spore fragmenty dobrej gry, ale do końcowego zwycięstwa to nie wystarczyło. HydroTruck Radom nigdy się jednak nie poddaje, a mimo porażki, wstąpiła w serca większa nutka nadziei.
Ambicji i woli walki, naszym koszykarzom odmówić nie można. Niestety, znów nie ustrzegli się oni błędów, popełnili w całym meczu aż 19 strat, a to nie pozostało bez wpływu na wynik końcowy. Owszem, strzelcy gospodarzy – Yannick Franke i Martins Laksa, mieli dzień konia, bo pierwszy trafił sześć „trójek” z rzędu, a drugi dołożył trzy, ale i tak nasz zespół pozostawał w grze.
Szkoda, że zbyt wiele kontr z naszej strony nie zakończyło się zdobyczami punktowymi, żal też strat, które niekoniecznie wynikały z pressingu lubelskich zawodników.
Dobra postawa HydroTrcuku dała efekty zwłaszcza w trzeciej kwarcie. Z -15 zeszliśmy wówczas na -5, ale zabrakło wtedy trochę zimnej głowy, trochę szczęścia, a może też jakiegoś jednego gwizdka sędziego w naszą stronę. Start to wykorzystał i znów odskoczył, uzyskując bezpieczną przewagę.
W ostatniej odsłonie widowiska „otworzył” się Dayon Griffin, pozostali także walczyli ambitnie, dzięki czemu porażka nie okazała się zbyt dotkliwą. Najlepszym łowcą punktów został Jabarie Hinds, który uzbierał ich 24, a blisko double-double byli Danilo Ostojić i Roberts Stumbris.
W każdym razie nie składamy broni i o wyjazdowe zwycięstwo powalczymy tym razem w piątek 15 stycznia, w Bydgoszczy.
PSZCZÓŁKA START LUBLIN – HYDROTRUCK RADOM 86:78 (29:19, 17:16, 20:22, 20:21)
Psczółka Start: Franke 24 (6), Laksa 21 (3), Łączyński 10 (2), Szymański 8, Borowski 7 oraz Dziemba 9, Davis 5, Jeszke 2, Pelczar 0, Obarek 0, Pszczoła 0.
HydroTruck: Hinds 24 (3), Stumbris 11 (2), Ostojić 10 (2), Zegzuła 8 (1), Prahl 4 oraz Griffin 15 (2), Piechowicz 2, Wall 2, Lewandowski 2.