W kilku ostatnich meczach i na ostatnim treningu przed starciem z GTK najlepszy strzelec nie tylko HydroTrucku, ale całej Energa Basket Ligi nabawił się mikrourazów, które wyłączyły go z gry w czwartkowym starciu. W meczu z GTK Gliwice musieliśmy sobie radzić bez AJ Englisha!

Początek należał do gości. Dwoma trafieniami Robertsa Stumbrisa i Filipa Puta zza linii 6,75m GTK objęło prowadzenie 6:0. Szybko jednak wzięliśmy się w garść i już po kilku szybkich i zespołowych akcjach był remis. Później tempo meczu nieco przygasło. Obie drużyny na przemian trafiały i pudłowały. Widać było brak AJ Englisha i jego celnych trafień, w szczególności zza łuku. Dwie minuty przed końcem Mike Moore wsadził piłkę z góry wyprowadzając naszą ekipę na prowadzenie. Jednak w samej końcówce za sprawą Matthew Williamsa goście wrócili na czoło, a kwartę wjazdem pod kosz zakończył Jabarie Hinds. Po pierwszych dziesięciu minutach GTK miało cztery punkty przewagi.

Po minucie gry w drugiej kwarcie goście prowadzili ośmioma punktami. Musieliśmy zrobić wszystko, by nie dać się rozpędzić graczom przyjezdnym. Gdzieś z tyłu głów cały czas był wynik i przebieg meczu z PGE Spójnią. Jeśli nie zatrzymalibyśmy GTK w tej chwili, mogłoby się to skończyć bardzo źle. Dzięki skutecznym akcjom Danilo Ostojicia i Daniela Walla mogliśmy ponownie zbliżyć się na cztery punkty. Od tego momentu piłka wpadała do kosza niemal po równo, a wynik cały czas wahał się pomiędzy 4, a 5 dla GTK. Minutę przed końcem na siedmiopunktowe prowadzenie wyprowadził gości Adam Ramstedt. Po przerwie wziętej przez trenera Popiołka dwa osobiste trafił Anthony Ireland i były to ostatnie punkty zdobyte w tej kwarcie. Kolejny punkcik dla GTK i na przerwę schodziliśmy z pięciopunktową stratą.

Wielkie nadzieje wiązaliśmy z tą częścią gry. Niestety, zaczęliśmy słabo… Na nasze szczęście w pierwszych minutach goście tego nie wykorzystywali. Pierwsze punkty w kwarcie trafił w końcu Mike Moore, po chwili dorzucił dwa osobiste i zbliżyliśmy się do GTK na trzy punkty. Trwało to tylko chwilę, bo celną trójką popisał się Roberts Stumbris. W późniejszej fazie kwarty ponownie punktował Mike Moore, ale goście nie byli dłużni. Po dwóch celnych osobistych Filipa Puta i rzutowi Matthew Williamsa goście osiągnęli najwyższą w meczu, dziesięciopunktową przewagę. Trener Popiołek poprosił o czas, ale ta przerwa niewiele dała naszej drużynie. Po kolejnej stracie punktował Jabarie Hinds, następnie Filip Put i zaczęło to wyglądać naprawdę źle. Przy czternastu punktach przewagi na ratunek przyszedł Filip Zegzuła. Jego sześć punktów z rzędu dało nam odetchnąć. Po przerwie, o którą poprosił trener Witka gliwiczanie pudłowali, a do naszego dorobku dwa punkty dołożył Paweł Dzierżak i na trzy minuty przed końcem trzeciej odsłony mieliśmy sześć oczek straty. Niestety końcówka należała do gliwiczan, którzy odjechali na dziewięć punktów.

Źle skończyliśmy trzecią odsłonę, niestety wcale nie lepiej zaczęliśmy czwartą. Przy dziewięciopunktowej stracie powinniśmy starać się wywierać presję, grać agresywniej w obronie i starać się konstruować takie akcje, po których piłka będzie wpadała do obręczy rywali. To się niestety w pierwszych minutach nie udawało. Po akcji Jabariego Hindsa na siedem minut przed końcem GTK miało już czternaście oczek przewagi. Przy nieustającym dopingu naszych kibiców próbowaliśmy się odgryzać, ale koszykarze GTK byli czujni i skoncentrowani, nie pozwalając nam zbliżyć się na mniej niż dziesięć punktów. Dopiero w połowie kwarty za sprawą Filipa Kraljevicia udało się zejść do dziewięciu punktów, a w kolejnej naszej akcji ofensywnej nawet do ośmiu. W kolejnych akcjach nie udało się jednak zniwelować przewagi gości, którzy dobrze odpowiadali na każdy nasz cios. Czwarta kwarta nie przyniosła zmiany rezultatu i piąta porażka domowa stała się faktem.

GTK Gliwice po raz pierwszy w historii występów w ekstraklasie wygrało ligowy mecz w Radomiu. W tym sezonie jest to już drugi, po Legii Warszawa, team, któremu w końcu udało się zdobyć halę MOSiR w walce o punkty. Gratulujemy Robertowi Witce, bo to wszak również jego sukces.

Do kolejnego spotkania mamy osiem dni. Osiem dni, by solidnie przygotować się do wyjazdowego starcia w Stargardzie, miejmy nadzieję, że już z AJ Englishem.

HydroTruck Radom – GTK Gliwice 82:94 (18:22, 21:22, 17:21, 26:29)

HTR: Ireland 23, Kraljević 15, Moore 15, Ostojić 11, Zegzuła 8, Lewandowski 5, Dzierżak 3, Wall 2

GTK: Williams 22, Hinds 21, Stumbris 18, Put 15, Ramstedt 11, Mielczarek 4, Wiśniewski 3

____________________________________________

FOTORELACJA

KONFERENCJA PRASOWA

AKCJA DANILO OSTOJICIA

SKRÓT MECZU

____________________________________________

Przed meczem Robert Witka otrzymał z rąk Prezesa Piotra Kardasia i właściciela firmy HydroTruck Zbigniewa Sitkowskiego pamiątkowy kolaż upamiętniający czas spędzony w Radomiu. Było wicemistrzostwo, był Puchar Polski, Superpuchar Polski i występy w europejskich pucharach. Będziemy to wspominali z uśmiechem i łzami wzruszenia…