Do ostatniej akcji, do ostatnich sekund trwała walka o zwycięstwo w meczu 13. kolejki Energa Basket Ligi. Do doprowadzenia do remisu zabrakło Jakubowi Zalewskiemu zaledwie sekundy… Podsumowanie spotkania w Bydgoszczy.

Do Bydgoszczy udaliśmy się po zwycięstwo. Wiedzieliśmy, że drużyna gospodarzy jest w naszym zasięgu, jednak problemem mogła być w naszym przypadku zbyt wąska rotacja. Wciąż bowiem niezdolny do gry jest Filip Zegzuła, a zastępstwa za AJ Englisha jeszcze nie ma. Mimo wszystko nastawienie do tego meczu było naprawdę pozytywne, a koszykarze czuli, że są w stanie powalczyć o zwycięstwo.

Pierwsze minuty jednak nie do końca się kleiły. O ile defensywnie nie mogliśmy mieć czegokolwiek sobie do zarzucenia, o tyle nasze zapędy ofensywne były dość kompromitujące. Pudłowaliśmy rzut za rzutem i tylko kila ostatnich akcji pierwszej kwarty spowodowały, że przekroczyliśmy barierę dwóch cyfr. Inny obraz gry był widoczny w drugiej odsłonie. Żwawsze ataki, szybsza gra i kontry powodowały, że przestaliśmy tak często pudłować i piłka znacznie częściej znajdywała drogę do kosza. Niestety, przy lepszym ataku obrona okazywała się tym słabszym ogniwem. Mimo, iż w drugiej kwarcie zdobyliśmy aż 26 punktów, to nasi przeciwnicy zanotowali tylko oczko mniej. Pierwsza połowa padła tym samym łupem gospodarzy, ale przewaga nie była wysoka, zaledwie jedno posiadanie dzieliło obie drużyny, a to oznaczało, że w drugiej połowie czekały na kibiców wciąż spore emocje.

Po powrocie na parkiet coś się zmieniło. Ponownie zaczęliśmy lepiej bronić i choć na atakowanej połowie nie było idealnie, to właśnie znakomitą defensywą udawało się pracować nad przewagą. Na początku trzeciej kwarty zanotowaliśmy serię 8:0, która pozwoliła nam wyjść na prowadzenie, a w pewnym momencie tej odsłony mieliśmy już sześć oczek przewagi. W tym fragmencie spotkania bardzo dobrze dzieliliśmy się piłką i doskonale odcinaliśmy gospodarzy od piłek poprzez stosowanie podwojeń. Po trzydziestu minutach wyszliśmy na prowadzenie i było prawdopodobne, że w ostatniej kwarcie gospodarze mogą rzucić się do desperackiego ataku. Desperacji w poczynaniach Astorii nie było, za to miejscowi z akcji na akcję pokazywali coraz lepszą defensywę. W tym fragmencie meczu zaczęło nam się grać trudniej. Mając przewagę, nie mogliśmy jej pielęgnować w należyty sposób. Dając gospodarzom w końcówce kwarty dwie czyste pozycje na oddanie celnych rzutów za trzy pogrzebaliśmy swoje szanse w tym spotkaniu. W ostatniej akcji meczu to my mieliśmy piłkę i mogliśmy doprowadzić do remisu, ale zbyt długo przetrzymał ją Anthony Ireland i podanie do Jakuba Zalewskiego, po którym ten ostatni oddał celny rzut, który mógł doprowadzić do dogrywki, okazało się o sekundę za późne…

Nie wywieźliśmy z Bydgoszczy zwycięstwa, ale pokazaliśmy się z dobrej strony. Widać znaczący krok naprzód po względem gry defensywnej. Musimy popracować nad skuteczniejszą egzekucją i w tym sezonie będziemy mogli pokazać jeszcze kawał niezłego basketu. Kto wie, może już za tydzień w meczu z WKS Śląskiem Wrocław?

Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – HydroTruck Radom 76:73 (17:13, 25:26, 14:19, 20:15)

HTR: Kraljević 22, Ostojić 14, Ireland 12, Lewandowski 12, Moore 8, Zalewski 3, Dzierżak 2, Żmudzki 0, Wall 0

Astoria: Zębski 14, Camphor 12, Nizioł 12, Pluta 11, Chyliński 9, Herndon 6, Washpun 5, Krasucki 3, Čavars 2, Aleksandrowicz 2

STATYSTYKI

KONFERENCJA PRASOWA