
To już siódme z rzędu spotkanie bez zwycięstwa naszej drużyny. W Warszawie walczyliśmy, ale Legia głębią składu pokazała znacznie więcej świeżości i zasłużenie wygrała w kolejnych derbach województwa Mazowieckiego. Nasza obecna sytuacja nie napawa optymizmem, zwłaszcza, gdy do ostatniego miejsca dzieli nas tylko jedna wygrana…
Pierwsze minuty meczu nie zapowiadały słabszej postawy naszej drużyny. Po czterech minutach prowadziliśmy bowiem 8:4, jednak kolejne akcje należały już koszykarzy Legii. Do końca kwarty na jeden nasz kosz, miejscowi odpowiadali dwoma, budując przewagę. Zawodziła nas skuteczność, a co bolało najbardziej, również ta z linii rzutów osobistych.
Dziesięć punktów przewagi po pierwszej, czternaście po drugiej odsłonie. Zaliczka ta spokojnie dawała gospodarzom komfort gry, zwłaszcza gdy przeciwnik nie był w stanie w jakikolwiek sposób odpowiedzieć. Do przerwy zdobyliśmy zaledwie dwadzieścia siedem punktów na bardzo słabej skuteczności. Jedyną pociechą był fakt, że żaden zawodnik nie miał problemów z faulami. Niestety, był to jedyny pozytyw pierwszej połowy…
Po przerwie podopieczni trenera Mihailo Uvalina znaleźli w sobie jeszcze chęci. Przez ponad połowę kwarty drużyna dążyła do zmniejszenia strat, a w szóstej minucie udało się jej zejść do zaledwie sześciu oczek straty. Wówczas jednak Legia się przebudziła i dość szybko odskoczyła na dwucyfrową różnicę. Ostatecznie trzecia kwarta remisowa, czternastopunktowa przewaga Legii utrzymana choć mogło to wyglądać zgoła odmiennie.
Ostatnia kwarta to pełna kontrola gry przez gospodarzy. W jej połowie ich przewaga urosła do dwudziestu dwóch punktów. I mimo, że w na koniec kwarty zaliczyliśmy jeszcze run 9:0, to było zdecydowanie za późno, by myśleć o jakimkolwiek pozytywnym rezultacie.
Zagraliśmy fatalne zawody. Z linii rzutów osobistych trafiliśmy zaledwie jedenaście na dwadzieścia trzy próby (48%) co jest jednym z najgorszych wyników w historii występów w ekstraklasie. Trójki również wpadały nam jak na lekarstwo, zaledwie pięć celnych przy 24%. To po prostu nie mogło się udać… Miejmy nadzieję, że tak słaba forma została w Warszawie. Do Gliwic musimy pojechać z zupełnie inną!
Najlepszym zawodnikiem HydroTrucku był Danilo Ostojić, który zaliczył 16 punktów i 9 zbiórek. Anthony Ireland dołożył 14 punktów i 4 asysty, a Mike Moore zakończył mecz z double-double, 12 punktów i 10 zbiórek. W drużynie gospodarzy wyróżnił się Grzegorz Kamiński, autor 14 oczek.
Legia Warszawa – HydroTruck Radom 73:60 (22:12, 19:15, 17:17, 15:16)
Legia: Kamiński 14, Johnson 12, Cowels 11, Koszarek 9, Skifić 7, Jovanović 7, Kemp 6, Adbur-Rahkman 5, Wyka 2, Kulka 0, Sadowski 0
HTR: Ostojić 16, Ireland 14, Moore 12, Hill 5, Kraljević 5, Lewandowski 5, Dzierżak 3, Zegzuła 0, Żmudzki 0, Zalewski 0
Najnowsze komentarze